Portal Polonii szukającej Wartościowych Znajomości - Miłości i Przyjaźni.

zapamiętaj mnie zapomniałeś/aś hasła?

Schizofrenia - świadectwo

Autor: Eliza (14549)      Data publikacji: 2011-08-16

Jest mnóstwo pięknych baśni Andersena ,w jednej z nich len,którego po ścięciu poddano obróbce powiedział "Nie może być zawsze dobrze(...)trzeba dużo przecierpieć,aby się czegoś dowiedzieć".Choroba na którą zachorowałam miała charakter takiej właśnie baśni, wchodzisz w jej świat tuż przed snem i sam nie wiesz kiedy zaczynasz ją śnić.


"Całym sobą płacisz za wolność- więc to wolnością nazywaj,
że możesz,płacąc ciągle na nowo siebie posiadać."
Jan Paweł II

Poznałyśmy się z Helą, kiedy przeniosłam się do Warszawy, tam kończyłam ostatnie dwa i pół roku Liceum Muzycznego.Była jedyną osobą w klasie  dla której zaakceptowanie mnie stanowiło jakiś problem.Pamiętam ,że na początku się na mnie boczyła.Po kilku dniach przypadłyśmy sobie jednak do gustu.
Hela jest muzykiem instrumentalistą, skrzypaczką, w mojej opinii z dużą duszą i ogromnym talentem muzycznym.Zawsze kiedy grała miała piękny dźwięk. Szlachetny.
Sztuce oddaje się serce.
Takim muzykom żyje się najtrudniej.Żyje się źle.Lekceważy się przykazania, wierzy się lub się nie wierzy.
Hela pochodzi z gór, Ela i jej mąż,mama i tato Heli są absolwentami Akademii Sztuk Pięknych,talenty malarskie.Oboje pokochali góry,więc po studiach dołożyli starań, by tam zamieszkać ,udało im się, zbudowali chatę na Pawlikach, siedem kilometrów od Zakopanego.Urodziła się Hela,potem Franek.Niestety ich ojciec popadł w alkoholizm,rozbił rodzinę,dzieci nie miały szczęśliwego dzieciństwa.Wszystkich ich jednak łączyła miłość do gór.Tą miłością zaraziłam się i ja,spędziłam tam u nich długie wakacje dwa  razy.

Moi rodzice poznali się jak już podjęli pierwszą pracę,stali się nauczycielami.Mieszkaliśmy na wsi Jezioro na Podlasiu,oboje studiowali kiedy my,ja i moi bracia już żyliśmy.
Przed ukończeniem siódmego roku życia tato zapisał mnie do Szkoły Muzycznej w Radzyniu Podlaskim.Bardzo mu zależało na moich wynikach,wielokrotnie za bardzo.

W takiej szkole jak nasza zdaje się egzamin z instrumentu co pół roku,zdawałyśmy razem,uczyłyśmy się razem,wagarowałyśmy razem,nawet zakochałyśmy się w podobnym czasie.

Obraz.Morze ,które pamiętam i za którym tęsknię czekało na burzę.
W rogu nieba zaciemniał firmament,przed nami na ziemi legła seledynowa tafla wody,silna i  spokojna.
Mikołaj powiedział do mnie "Lepiej wracajmy".

Dzisiaj we wspomnieniach to jest moja nieśmiała "Pieśń o Bogu ukrytym".
Miałam wtedy osiemnaście lat,zakochałam się z wzajemnością i jedyny świat ,który zdołałam dojrzeć poza moim wybrankiem serca to owe morze.

Przy naszym zerwaniu wezbrał we mnie gniew ,jakby taki aż,że nie mój.
Czułam się paskudnie.
Wtedy też usłyszałam pierwszy głos.To był dobry głos.(-"Wierzę w jednego Boga,Ojca wszechmogącego,Stworzyciela nieba i ziemi,wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych...")
Przypisałam to pocieszenie mojemu Stróżowi,mogłam.

Wybrałam studia i niebawem rozpoczęłam naukę. Morze ucichło.
Nauka była ciekawa,dawała satysfakcję i poczucie równowagi.
Na drugim roku  zaczęłam ograniczać kontakty społeczne,wycofywać z dotychczasowych aktywności,a
na trzecim roku moja osoba zaczęła biernie uczestniczyć w codziennym życiu.Tak napisał o mnie dziekan w opinii o którą poprosiła później moja mama.

Najpierw zaczęłam Machulskich potem Białystok.
Życie wtedy też było mocno skoncentrowane na spełnianiu marzeń,na drugim roku w Białymstoku znalazłam "świetne" mieszkanie dla studentów , w starej kamienicy...mieliśmy nawet kominek.
Zaprosiłam na współlokatorów dwie osoby Agnieszkę i Damiana.
Agnieszkę poznałam u Machulskich.Dopiero co przeżyła śmierć matki,napisała o tym sztukę,bardzo drastyczną,Damian był jej kolegą.

Był to czas, kiedy dotarło do mnie nad wyraz dojrzałe pytanie "Eliza, ale co Ty będziesz w życiu robić" myślałam,że warto być jak najlepszym.W odróżnieniu od moich kolegów wciąż byłam muzykiem,miałam wpojoną codzienną indywidualną pracę.
Postanowiłam dołożyć starań żeby, uporać się z emisją głosu,chodziłam na prywatne korepetycje.

Tymczasem wszystkim nam powoli przewracało się w głowach.Noc nie przespana,dzień od rana do rana
Zrobiło mi się przykro za moje życie,uklękłam wtedy żeby przeprosić Boga,żeby się pomodlić.
Upomniałam znajomych żeby byli ciszej, Hela podeszła do mnie i z wyrzutem powiedziała "We mnie też jest Bóg"...

Przestałam patrzeć na innych.Zaczęły się obmowy,pomówienia,pretensje, Pisałam o Agnieszce,na początku myślałam,że warto wystawić sztukę, którą napisała,ale kiedy zdałam sobie sprawę z jej sensów, przestałam chcieć ją grać.  Zrezygnowałam. 
Odkrycie w sobie artysty oznacza "opanowanie psychologii improwizującego aktora" wiem to trudne ,ale ja odniosłam tę wiedzę do reżysera(była nim Agnieszka, jej rola, główna rola należała do mnie).Nie śmiem twierdzić ,że  nie da się jej zagrać,da się, ale byłaby potrzebna inna interpretacja.Interpretacja śmierci.Inna od tej, którą zdołała podać Agnieszka.
To nie teatr,to nie "4.48 Psychosis",to studia,drugi i pierwszy rok, to koło naukowe powstałe w gronie przyjaciół na domiar złego.
Owe grono nie dawało mi nawet szansy ,bym mogła wyjaśnić im podłoże mojego zachowania.Nie rozumieli mnie.Wszyscy byli normalni.

                                                                        "Rzecz izolowana staje się niezrozumiała."   
                                                                             Antoni Czechow

Przeprowadziłam się.Malowałam,pisałam itd.Tymczasem plotki przenosiły się z ust do ust.Jakże to była bolesna prawda.Wiele razy płakałam,z samotności,nad sobą,nad życiem.
Zabrakło wtedy pokuty.Nie było jej.Nie było wiary,no bo jaka to była wiara dotychczas.
Całe wakacje spędziłam w domu w ciszy,w smutku.
                                                       
                                
                                                                      "Żyć to przekształcać siebie w dzieło sztuki"
                                                                                         Fiodor Dostojewski

...człowiek

   
                                                                W świecie, gdzie życie tak naturalnie łączy się z życiem,
                                                            gdzie kwiat nawet w powiewie wiatru łączy się z innymi kwiatami,
                                                      gdzie łabędź zna wszystkie łabędzie, tylko ludzie budują sobie samotność.
                                                                                        Antoine de Sint-Exupery


Jedyną stałą jaką znajdowałam w Białymstoku był Pan Marek(człowiek, który uczył mnie prywatnie emisji głosu),wiedziałam,że interesował się buddyzmem;
pamiętam,że jeszcze na drugim roku zaraz po przeprowadzce w drodze do kościoła poczułam się źle...oczyma wyobraźni widziałam lecącego czarnego ptaka, wpadłam w jakiś stan lękowy, zawróciłam, zaczęłam majaczyć usłyszałam głos "Nie módl się za mnie";
pamiętam,że przy końcu roku poprosiłam go o książkę, w której zawierało się to ćwiczenie oddechowe, które mi pomogło,byłam zła, kiedy się dowiedziałam,że pochodzi ono z jogi.(...)
Mimo wszystko poszłam w stronę tego zasłyszanego buddyzmu.Kolega z roku był buddystą ,jego współlokator zaoferował mi swoją "przyjaźń" tak zaczęłam praktykować inna religię.

Na studiach przy pracy nad egzaminem z zadań aktorskich, o ironio sztuce pt."O zwyczajnym szaleństwie" P. Zelenki zaczęłam słyszeć głosy.A właściwie jeden głos,głos reżysera.Tak po prostu było.Nie mogę powiedzieć ,że to urojenie było oparte na wierze.To był głos upostaciowany,zgodny z oryginałem.
Reżyser kazał mi zerwać z buddystą (buddysta był na mnie wtedy nienaturalnie zły,wszystko było wtedy nienaturalne).Ten sam głos kazał mi robić porządek w ubraniach...Sprzedałam wszystkie książki.
Wiersze, zdjęcia,obrazy i parę innych rzeczy wyrzuciłam do kosza...
Potem była maska (egzamin z przedmiotu "Gra aktora w masce") spektakl do muzyki zespołu Radiohead,tytuł "Amnezjak".Był to czas kiedy bardzo ciężko zachorował mój ojciec.

Po ukończeniu trzeciego roku studiów postanowiłam wziąć dziekankę,czułam się zmęczona.Wtedy zaczęłam rozrabiać...Najpierw pokłóciłam się z ojcem i obraziłam się na obojga rodziców,nie chcąc wrócić do domu.Nie miałam pieniędzy,więc narobiłam sobie długów.Wynajęłam mieszkanie u starszego pana,który był przedziwny i jak zaczął się zachowywać nie wedle umowy,a była to umowa słowna to ja podziękowałam wszystkim za wszystko i poprosiłam przyjaciela o transport do szpitala psychiatrycznego...
Ze szpitala psychiatrycznego wyszłam jak z procy,na własne żądanie.
Bardzo się wtedy motałam.
Poprosiłam ojca chrzestnego o pomoc,odwiedziłam jeszcze matkę chrzestną i rodzinę brata taty.Nigdzie nie mogłam zagrzać miejsca.
W końcu wróciłam do domu i prawie przez miesiąc nie wychodziłam z pokoju.Pisałam swój życiorys.
Po miesiącu moi rodzice zaprosili do domu lekarza psychiatrę,a ten wysłał mnie do Szpitala w Tworkach.

P o b y t   w   S z p i t a l u  P s y ch i a t r y c z n y m   b y ł   d l a  m n i e   o k r u t n y . J a k b y   k t o ś  z ł a p a ł   w   d ł o n  i e    m n i e  w r ó b l a. D ł o n i e   b y ł y   d u ż e   i  c i e p ł e   -  d o b r e ,   a l e   n i e   p  o z w o l i ł y  m i    l a t a ć .P o b y t   j a k ż e   s m u t n y. 
P a m i ę t a m  z a s y p a n y  ś n i e g i e m  p a r k. L ę k  k t ó r y  z m u s z a ł  d o  r o z m o w y. B ó l   z a s t r z y k u .S e n. Z c i e r p n i ę t e  d ł o n i e . G ł ó d  i K u k u ł k i...

Nawet po wyjściu ze szpitala,nie byłam krytyczna wobec siebie i swojej choroby.Odczekałam miesiąc i poszłam do pracy jako sprzątająca - te czynności mnie koją,zawsze jest  dużo rzeczy, które mnie zajmują sobą.
Popracowałam tak parę miesięcy,do momentu w którym zaczęłam przygotowywać się do powrotu na studia.
Chciałam schudnąć ,ale się nie udało,przestała być mi potrzebna uroda, świat dostał cenzurkę "Nie dla mnie".
Patrzyłam na wszystko w milczeniu.

Czwarty i ostatni rok moich studiów  był to rok dwóch dyplomów,pracy magisterskiej oraz  ja jako studentka swojego roku miałam do zdania jeszcze piosenkę aktorską. Ten przedmiot był dla mnie bardzo ważny,najpierw nie dość,że moje starania kosztowały, kosztowały mnie też prywatne korepetycje.Poza tym tęskniłam za muzyką.
W Białymstoku znowu usłyszałam głos, dobry głos, kazał mi odstawić leki.
Powoli nadchodził czas pierwszego dyplomu.
Jego końcowy tytuł brzmiał "Alicja w Fabryce czarów".Grałam postać żółwiciela. Dzień przed pierwszą próbą czytaną na której proponuje się swoje interpretacje obejrzałam film "Egzorcyzmy Emilii Rose". Zdałam sobie sprawę, że współpracuję z głosami tak jak grała aktorka ,która grała rolę Annaliese Michel.Jennifer Carpenter jest teraz cała i zdrowa.Niedługo potem zadzwonił do mnie ksiądz, znajomy jeszcze za czasów Liceum w Lublinie.Powiedziałam mu o wszystkim,powiedziałam ,że mam problemy.
Powtarzał wciąż niczym się nie przejmuj,poradzisz sobie.
Zaczęłam grać.Pan reżyser miał okazję zobaczyć wszystkie moje uczucia,które odnosiły się do mojego pobytu w szpitalu.
Wszystko napędzał bezsilny gniew,rola pozostawiała mi wielkie pole do popisu.

Skończył się dyplom, a moje problemy dopiero się zaczęły.
Rodzice o niczym nie wiedzieli,byłam wtedy w Białymstoku. Inny od mojego duch molestował i dręczył moje ciało.Na początku prawie w ogóle nie spałam.Straszył mnie,ciągle świeciło się u mnie światło, słuchałam konkretnej muzyki,myślałam ,że umrę,do tej śmierci kompletnie nie byłam przygotowana.Źle żyłam.

Wiedziałam,że w każdej chwili mogę wysłać smsa do księdza Marka.Tak było, dostał ich bardzo wiele.Najczęściej dawałam w nich świadectwo o tym co mi dolega.
Znalazłam też w Grabówce księdza egzorcystę,który zgodził się razem ze mną modlić o uzdrowienie.
Dostałam od przyjaciela modlitwę do św.Michała Archanioła i gdy robiło się źle, w sercu wołałam o pomoc.
Złe duchy miały awersje do rzeczy świętych nie ja.Zrywałam z szyi łańcuszek,zdejmowałam ,zakładałam. Znosiłam cierpienie, myśląc słowami piosenek, które kiedyś dobrze znałam...

                                        
             Będę śpiewał Tobie mocy moja                                                                                                      Jezus Najwyższe Imię, nasz Zbawiciel, Książę Pokoju,
             Ty Panie jesteś mą nadzieją                                                                                                                 Emanuel, Bóg jest z nami, Odkupiciel,Słowo Żywota.
             Tobie ufam i bać się nie będę.                                                                                                           Święty Bóg,Mesjasz Prawdziwy,
                                                                                                                                                                                  Jedyny Ojca Syn umiłowany,zgładził grzech
                                                                                                                                                                              Baranek na wieki, królów Król i panów Pan.
                                                                                                                                                                                   
                                                               
Po dwóch miesiącach złe duchy przestały mi przeszkadzać.Kontynuowałam modlitwę,regularnie chodziłam do spowiedzi.Schudłam ponad dwadzieścia kilo i byłam bardzo zmęczona.
Zdałam drugi dyplom,pamiętam,że, gdy dowidziałam się,że jego tytuł brzmi" Pan Aureliusz"  oblały mnie poty (półtora roku wcześniej chciałam zmienić imię na Aurelia).I tak to było.
Potem modliłam się jeszcze o uzdrowienie z choroby, ale coraz częściej niosłam ten swój krzyż z szemraniem.
Wróciłam do domu  i pomimo tego co opowiadałam rodzicom znowu znalazłam się w szpitalu.
A jednak tam odpoczęłam,nabrałam sił.Leki mi pomogły.
Gdyby nie Bóg i mistyczne spotkanie z Nim byłabym skłonna teraz powiedzieć ,że moje opętanie po prostu było  bardzo poważnym  zaostrzeniem schizofrenii.Nie.

                                                                            "Ten który zaprzecza istnieniu szatana, zaprzecza istnieniu Boga"
                                                                                                              Jan Paweł II 

Nie wyobrażam sobie prawdziwszego Boga nad Boga w Trójcy Jedynego.Nie jestem mistykiem,jedynie w najgorszym momencie,kiedy po prostu myślałam,że umrę ze strachu wolno mi było odczuć prawdziwą obecność Bożą.
Nie umiem Cię przekonać do tego co mi się przydarzyło,ale umiem powiedzieć pacierz rano i wieczorem,umiem pojednać się z innymi,pocieszyć modlitwą o życie poczętego dziecka.
Czuję się uzdrawiana.
Gdyby nie Boże Miłosierdzie mogłabym być bardzo ciężko chora - jak Ci,których twarze wyryły mi się w sercu na zawsze.(...)

Na samym początku książki pana Antoniego Kępińskiego Schizofrenia zadedykowanej właśnie nie medykom jest napisane,że schizofrenia najdłużej zatrzymywała znamię opętania przez moce tajemne, mimo to tych kilku doświadczeń nie chcę przypisywać jedynie mojej chorobie.Zgodziłam się z nią,uczęszczam regularnie na wizyty u lekarza,przyjmuję przepisane mi leki.Ale dopiero teraz mogę cieszyć się,że wiem,że niosę krzyż jak Chrystus i że ten swój krzyż na Jego wzór kocham.

1
wróć do kategorii Świadectwa

Szukaj

Płeć:
  •  
  •  
Wiek:
Państwo:



Cytat na dziś

Każde życie, nawet najmniej znaczące dla ludzi, ma wieczną wartość przed oczami Boga.
2012-05-21