Jak powinien zachować się ojciec, kiedy jego nastoletnia córka oznajmi, że jest w ciąży? Moim zdaniem powinien uderzyć się w piersi i powiedzieć: "Droga córeczko! Wybacz mi, że nie umiałem cię kochać! Wybacz, że nie umiałem okazać ci swojej miłości! Wybacz, że również z mojej winy poszukiwałaś miłości w łóżku tego faceta''.
Sprawa bowiem najczęściej jest banalnie prosta – wobec braku miłości ojcowskiej dziewczyna szukała dowodów swojej atrakcyjności gdzie indziej. Chyba większość rodziców się ze mną zgodzi, że najlepiej by się stało, gdyby córeczka zaszła w ciążę dopiero po ślubie. Jednak, niestety, nie zawsze się zgadzają, że czystość przedmałżeńska jest tego jedyną gwarancją. Jest ona znacznie lepszym zabezpieczeniem przed ciążą pozamałżeńską i chorobami wenerycznymi niż prezerwatywy. Gdyby jednak któreś z rodziców podzielało moją opinię, należałoby zadać pytanie: „Co mogą i powinni zrobić rodzice, by uchronić swoje dziecko przed zbyt wczesną aktywnością seksualną?”.
Przede wszystkim rodzice powinni zrewidować własne poglądy na czystość małżeńską. Można powiedzieć, że mają dwie możliwości: albo uświęcić własne pożycie małżeńskie, podporządkowując je wymaganiom Bożej miłości, albo przygotować się na ewentualność profanacji ciała córki. Mam na myśli wychowanie poprzez przykład, który może powstrzymać dziecko przed nieodwracalnym błędem. Rodzice nie muszą wygłaszać prelekcji swojemu dziecku o tym, że nie wolno współżyć poza małżeństwem. Wystarczy, że ich wzajemna miłość i szacunek ukazuje łoże małżeńskie jako „Święte Świętych” rodziny, gdzie dokonuje się cud poczęcia życia, a nie parzenie się samca i samicy rozpalanych przez popęd. Jest rzeczą oczywistą, że najpierw musimy u siebie taki właśnie szacunek do współżycia wypracować. Jest również oczywiste, że wiele czynników nam w tym przeszkadza.
Wymienię tylko najważniejsze. Zdecydowanie profanacją świętej istoty współżycia małżeńskiego jest stosowanie antykoncepcji lub trwanie w „postawie antykoncepcyjnej”, wynikającej z odrzucenia Bożej koncepcji małżeństwa. Mówimy przecież o świętym akcie wzajemnego przenikania się dwóch osób, którego owocem jest nowe życie. Dlaczego więc udajemy, że mąż i żona łączą się w jedno, kiedy między nimi umieszcza się prezerwatywę lub inne środki antykoncepcyjne? Nie jest to żadna komunia cielesno-duchowa, tylko udawanie, zaspokajanie własnego egoizmu. Stosując środki antykoncepcyjne, w ten czy inny sposób, desakralizuje się świętość współżycia małżeńskiego. Jeżeli jednak chcemy uświęcić nasze współżycie i doprowadzić je do rangi nadanej mu przez Boga, czyli znaku sakramentu małżeństwa – doświadczenia wzajemnej miłości w miłości Chrystusa, musimy raz na zawsze odrzucić antykoncepcję (o środkach wczesnoporonnych chyba nie muszę wspominać). Najważniejsza jest jednak troska o życie duchowe – codzienna wspólna modlitwa małżonków, trwanie w łasce uświęcającej i regularne przystępowanie do sakramentów pokuty i Eucharystii, które uzdalniają do miłości każdego, kto dotąd nie potrafił kochać, ponieważ trwał w stanie grzechu ciężkiego.