Z osobą przyszłego Papieża związałem się bliżej w roku akademickim 1953-1954, w ostatnim semestrze mych studiów na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Byłem wówczas najstarszym studentem, a ks. Karol Wojtyła najmłodszym wykładowcą tegoż najstarszego polskiego uniwersytetu.
Miał wtedy trzydzieści cztery lata. W moim indeksie, który zachował się do dziś, widnieją dwa podpisy ks. Wojtyły. Drugi to podpis egzaminacyjny z katolickiej etyki społecznej z łacińską oceną eminenter ("wybitnie"). Od czasu do czasu z pewną dumą pokazuję ten dokument bliższym znajomym, a ci wpatrują się weń jak w pobożną relikwię.
Mój profesor i biskup Krakowa
Wspomniany rok akademicki obfitował w drastyczne wydarzenia. Wykłady z etyki społecznej w wymiarze dwu godzin tygodniowo prowadzili w jednym roku akademickim kolejno tacy mężowie, jak: ks. Jan Piwowarczyk, ks. Bolesław Kominek (w ówczesnym komunistycznym reżimie tajnie konsekrowany na biskupa, o czym jako studenci nawet nie wiedzieliśmy), ks. Andrzej Bardecki (wieloletni asystent kościelny "Tygodnika Powszechnego", pisma w tym czasie zamkniętego z powodu odmowy opublikowania nekrologu Stalina) i ks. Karol Wojtyła. Wszystkich po kolei odwoływał Urząd do spraw Wyznań, pewnie pod naciskiem wszechwładnych odgórnych czynników.
W dniu, kiedy odbierałem dyplom magisterski, czyli 24 czerwca 1954 roku, panujący system polityczny dopuścił się kolejnego brutalnego antykościelnego posunięcia: zlikwidowane zostały obydwa Wydziały Teologiczne - w Krakowie i w Warszawie. Jednak niemal nazajutrz wyrastać zaczęły jak grzyby po deszczu kościelne, niezależne od reżimu, uczelnie teologiczne, których w samym Krakowie człowiek nie zliczyłby na palcach obu rąk. Bolesny ów cios władz komunistycznych zapewne odbił się natomiast na kształceniu kadr przyszłych księży (na Wydziałach Teologicznych nie studiowały wówczas jeszcze osoby świeckie). Wykładowcami w nowo powstałych uczelniach częstokroć byli ci sami profesorowie, musieli oni jednak w nowe dzieło inwestować ogromny zasób sił i czasu. Rosły przy tym niepomiernie nakłady finansowe na utrzymanie całego panteonu nowych ośrodków uczelnianych.
Okres ten jako całość wspominam w pozytywnej zadumie. Tutaj może jeden, nie tyle radosny, ile raczej satyryczny wręcz szczegół. Śląskie Seminarium Duchowne, w którym odbywałem kapłańską formację (jestem bowiem księdzem archidiecezji katowickiej), mieściło się wtedy w Krakowie przy al. Mickiewicza 3, tuż obok Biblioteki Jagiellońskiej i krakowskich Błoni, na których w czasie pielgrzymek do Ojczyzny Jan Paweł II wielokrotnie celebrował Msze święte. W seminariach tamtych czasów obowiązywał dość spartański rygor. Dla przykładu: swobodniejszy spacer przewidziany był jedynie dwa razy w tygodniu, tuż po obiedzie i to właśnie aleją przy wspomnianych Błoniach.