Najwyższy szczyt wyobraźni Z Janem Melą, założycielem Fundacji "Poza Horyzonty", rozmawia Józef Augustyn SJ
Pod koniec grudnia 2008 roku założył Pan Fundację "Poza Horyzonty". Czym zajmuje się ta fundacja?
Wspiera osoby niepełnosprawne w realizacji marzeń, ale nie tylko. Moja praca w fundacji w dużej mierze polega na kontakcie i spotkaniach z różnymi osobami. Te spotkania określiłbym mianem "motywacyjnych". Staram się przedstawić na nich własną historię. Mówię więc między innymi o wypadku, któremu uległem w 2002 roku, tracąc w nim lewe podudzie i prawe przedramię. Chcę jednak przede wszystkim pokazać, że z trudnych doświadczeń zawsze można wyjść, że mimo dotykających nas dramatów w życiu zawsze można robić niesamowite rzeczy. Trzeba tylko mieć w sobie energię, by chcieć je robić, i szczęście do spotkanych ludzi, którzy mogą w tym pomóc. Ja tego szczęścia miałem dużo.
Czy spotyka się Pan tylko z osobami niepełnosprawnymi?
Nie, nie tylko. Organizujemy spotkania z przedszkolakami, uczniami szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. Mam też spotkania ze studentami, z pensjonariuszami domów opieki społecznej, z narkomanami. Oczywiście każde z takich spotkań - w zależności od słuchaczy - różni się. W czasie spotkań z dziećmi tylko lekko zahaczam o temat niepełnosprawności. Zupełnie inny ciężar gatunkowy mają spotkania z młodzieżą, zwłaszcza z tak zwaną trudną młodzieżą - z narkomanami, osobami, które pogubiły się w swoim życiu, mają wiele wątpliwości czy doświadczyły wielu upadków.
To z pewnością bardzo trudne spotkania.
Dla mnie jednak mają bardzo głęboki sens. Ludzie zagubieni dużo bardziej niż inni potrzebują impulsu do działania, do zmian. Dziś wielu młodym wydaje się, że doskonale wiedzą, dokąd zmierzają i na jakim etapie swojego życia się znajdują. Tak naprawdę jednak często okazuje się, że to tylko złudzenia, że nie do końca wiedzą, co dalej. Zresztą sam mogę być tego przykładem, jeśli chodzi o wybór studiów. Rok studiowałem reżyserię filmową, z której zrezygnowałem na rzecz psychologii. Ale i ten kierunek po niespełna roku rzuciłem, w dalszym ciągu zastanawiając się, jakie podjąć studia. Ciężko tuż po maturze zdecydować o tym, co się chce robić przez resztę życia.